![]() |
Centralna Baza Orzeczeń Sądów Administracyjnych
|
| drukuj zapisz |
634 Sprawy kombatantów, świadczenia z tytułu pracy przymusowej, , , , II SA/Po 1478/00 - Wyrok NSA oz. w Poznaniu z 2001-12-11, Centralna Baza Orzeczeń Naczelnego (NSA) i Wojewódzkich (WSA) Sądów Administracyjnych, Orzecznictwo NSA i WSA
II SA/Po 1478/00 - Wyrok NSA oz. w Poznaniu
|
|
|||
|
NSA oz. w Poznaniu | |||
|
Kamieńska Barbara /przewodniczący/ Batorowicz Rafał Makosz-Frymus Ewa /sprawozdawca/ |
|||
|
634 Sprawy kombatantów, świadczenia z tytułu pracy przymusowej | |||
|
Dz.U. 1997 nr 142 poz. 950 art. 20 ust. 3 Obwieszczenie Prezesa Rady Ministrów z dnia 14 listopada 1997 r. w sprawie ogłoszenia jednolitego tekstu ustawy o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego. Dz.U. 1945 nr 4 poz. 8 poz. 270 |
|||
|
Łętowska Ewa Państwo i Prawo 2002 nr 6 str. 104 | |||
|
Tezy
Przepisy ustawy z dnia 24 stycznia 1991 r. o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego /Dz.U. 1997 nr 142 poz. 950 ze zm./ regulują sytuację prawną wdów i wdowców pozostałych po kombatantach, a więc osób, które pozostawały ze zmarłym kombatantem w związku małżeńskim zawartym zgodnie z obowiązującym prawem. Zawarty w dacie obowiązywania dekretu z dnia 25 września 1945 r. dekretem z dnia 25 września 1945 r. - Prawo małżeńskie /Dz.U. nr 48 poz. 270/ ślub kościelny nie wywołuje żadnych skutków prawnych z tym faktem związanych, ponieważ jego przepisy wprowadziły zasadę, iż tylko ślub zawarty przed urzędnikiem stanu cywilnego wywołuje skutki prawne. |
||||
|
Sentencja
Naczelny Sąd Administracyjny po rozpoznaniu sprawy ze skargi Zenobii J. na decyzję Kierownika Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych w W. z dnia 16 maja 2000 r. (...) w przedmiocie pozbawienia uprawnień kombatanckich - oddala skargę. |
||||
|
Uzasadnienie
Decyzją z dnia 2 lutego 1998 r. (...) Kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych w W. stwierdził nieważność decyzji własnej z dnia 12 marca 1997 r. o potwierdzaniu Zenobii J. uprawnień przysługujących wdowie po kombatancie oraz odmówił przyznanie jej uprawnień przysługujących wdowie pozostałej po kombatancie. W uzasadnieniu podano, że Zenobia J. otrzymała decyzją z dnia 12 marca 1997 r. potwierdzenie uprawnień wdowy po kombatancie Ludwiku L., któremu przyznano uprawnienia kombatanckie z tytułu służby w odrodzonym Wojsku Polskim. W aktach brak jednak dokumentu potwierdzającego zawarcie przez Zenobię J. i Ludwika L. związku małżeńskiego. Wezwana przez Urząd do złożenia aktu zawarcia małżeństwa Zenobia J. dokumentu takiego nie nadesłała. W związku z tym przyjęto, iż Zenobia J. nie jest wdową po Ludwiku L. i nie przysługują jej uprawnienia wdowy pozostałej po kombatancie. Po ponownym rozpatrzeniu sprawy, na wniosek Zenobii J., Kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych decyzją z dnia 16 maja 2000 r. (...) utrzymał w mocy decyzję własną z dnia 2 lutego 1998 r. podając, iż mimo wezwania Zenobia J. nie przedstawiła aktu zawarcia związku małżeńskiego z Ludwikiem L. i nie można w związku z tym uznać jej za wdowę po Ludwiku L. oraz przyznać uprawnień w myśl art. 20 ust. 3 ustawy z dnia 24 stycznia 1991 r. o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego /Dz.U. 1997 nr 142 poz. 950 ze zm./. W skardze na decyzję Kierownika Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych z dnia 16 maja 2000 r. Zenobia J. wniosła o jej uchylenie w całości. Skarżąca zarzuciła zaskarżonej decyzji naruszenie art. 156 par. 1 pkt 2 Kpa przez ustalenie, że decyzja z dnia 12 marca 1997 r. została wydana z rażącym naruszeniem prawa, a także art. 20 ust. 3 ustawy z dnia 24 stycznia 1991 r. o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego w przedmiocie odmowy przyznania uprawnień przysługujących wdowie po kombatancie. Zenobia J. podała, iż zawarła z Ludwikiem L. w dniu 26 marca 1951 r. związek małżeński w formie ślubu kościelnego, co w stronach rodzinnych skarżącej było traktowane jako ślub równoprawny ze ślubem zawartym w formie aktu stanu cywilnego. W związku z tym, zdaniem skarżącej, decyzja o przyznaniu jej jako wdowie po Ludwiku L. uprawnień kombatanckich nie naruszyła w sposób rażący prawa, a ponadto jest ona "wdową" w pojęciu przepisów powołanej ustawy o kombatantach. Kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych w odpowiedzi na skargę wniósł o jej oddalenie podtrzymując swoje dotychczasowe stanowiska. Naczelny Sąd Administracyjny zważył, co następuje: Skarga jest bezpodstawna. Art. 20 ust. 3 ustawy z dnia 24 stycznia 1991 r. o kombatantach oraz niektórych osobach będących ofiarami represji wojennych i okresu powojennego /Dz.U. 1997 nr 142 poz. 950 ze zm./ stanowi, iż wdowom lub wdowcom - emerytom i rencistom pozostałym po kombatantach i innych osobach uprawnionych, przysługują uprawnienia kombatanckie w postaci ulgi taryfowej przy przejazdach koleją i autobusami krajowej komunikacji samochodowej, zwolnienia z abonamentowych opłat telewizyjnych i radiowych, ulgi za abonament telefoniczny, ryczałtu za korzystanie z energii elektrycznej, gazowej i cieplnej. Zenobia J. zawarła w dniu 26 marca 1951 r. z Ludwikiem L. ślub kościelny, nie zawierając wcześniej związku małżeńskiego przed urzędnikiem stanu cywilnego. W dacie zawarcia przez skarżącą ślubu kościelnego obowiązywała zasada wprowadzona dekretem z dnia 25 września 1945 r. - Prawo małżeńskie /Dz.U. nr 48 poz. 270/, iż tylko ślub zawarty przed urzędnikiem stanu cywilnego wywołuje skutki prawne. O powstaniu skutków prawnych związanych z zawarciem małżeństwa decydują przepisy obowiązujące w dacie zawarcia tego małżeństwa. Zatem zawarty przez Zenobię J. i Ludwika L. w dniu 26 marca 1951 r. ślub kościelny nie wywołał żadnych skutków prawnych z tym faktem związanych. W świetle obowiązującego prawa cywilnego osoby te pozostały w konkubinacie. W związku z tym Zenobia J., po śmierci 23 grudnia 1988 r. Ludwika L., nie uzyskała w znaczeniu przepisów prawa cywilnego i rodzinnego statusu wdowy. Przepisy cytowanej ustawy o kombatantach regulują sytuację prawną wdów i wdowców pozostałych po kombatantach, a więc osób, które pozostawały ze zmarłym kombatantem w związku małżeńskim zawartym zgodnie z obowiązującym prawem. W tej sytuacji zaskarżona decyzja została wydana zgodnie z prawem. Po śmierci Ludwika L. Zenobia J. nie uzyskała statusu wdowy, w rozumieniu prawa cywilnego, co wyłącza możliwość korzystania przez skarżącą z uprawnień kombatanckich po Ludwiku L. Skład orzekający w niniejszej sprawie nie podziela stanowiska wyrażonego w wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego, na które powołuje się skarżąca w swym piśmie z dnia 25 września 2000 r. W związku z tym, że podniesione przez skarżącą zarzuty nie znajdują uzasadnia, Sąd na podstawie, art. 27 ust. 1 ustawy z dnia 11 maja 1995 r. o Naczelnym Sądzie Administracyjnym /Dz.U. nr 74 poz. 368 ze zm./ orzekł jak w sentencji. Glosa. Łętowska Ewa. 1. Stan faktyczny był prościutki. Skarżąca, Zenobia J. zawarła w marcu 1951 r. ślub kościelny, "co w stronach rodzinnych skarżącej było traktowane jako ślub równoprawny ze ślubem zawartym w formie aktu stanu cywilnego". W 1997 r. Skarżącej potwierdzono uprawnienia wdowy po kombatancie, jednakże w 1998 r. Kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych stwierdził nieważność decyzji potwierdzającej uprawnienia, a to dlatego, że Skarżąca nie mając ślubu cywilnego i w świetle prawa była konkubiną, a zatem nie przysługiwały jej ulga w przejazdach koleją i autobusami, zwolnienie z opłat RTV, ulgi za abonament telefoniczny, ryczałt za korzystanie z elektryczności, gazu, ciepła /art. 30 ust. 3 ustawy o kombatantach/. NSA skargę oddalił, podzielając pogląd organu administracji, formułując wskazane wyżej tezy oraz "nie podzielając stanowiska wyrażonego w wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego, na który powołuje się skarżąca". Ów wyrok, to orzeczenie V SA 1512/99 z dnia 12 kwietnia 2000 r. /Palestra 2000 nr 7-8 str. 241/. Przy identycznym przedmiocie i stanie prawnym /tu Skarżąca zawarła związek małżeński w kwietniu 1950 r./ NSA w Warszawie uchylił zaskarżoną decyzję. 2. Oba orzeczenia NSA stanowią ilustrację bynajmniej nie sporadycznego zjawiska, gdy mamy do czynienia z dwoma wyrokami zgodnymi z prawem i gdy oba są 'do przyjęcia" /to znaczy zastosowane w nich rozumowania prawnicze można akceptować, ponieważ należą do aprobowanych metod rozumowań i nie wykazują błędów w zakresie posługiwania się nimi. Oba sądy zajęły jednak diametralnie odmiennie stanowisko co sytuacji skarżących, i to bynajmniej nie z uwagi na odmienności stanu faktycznego. Ten pozorny paradoks znajduje swe wyjaśnienie w okoliczności, iż każdy z orzekających składów reprezentuje diametralnie odmienne podejście do własnych zadań i używa odmiennych rozumowań. W konsekwencji w wypadku wyroku II SA/Po, dochodzimy do skutku wprawdzie zgodnego z prawem, ale niesprawiedliwego. Sąd cechuje tu czysto pozytywistyczne nastawienie, nakazujące rozumieć zgodność z prawem w sensie czysto formalnym. Uzasadnienie jest w tym wypadku stosunkowo łatwe i swoiście "bezpieczne": konkubinat nie jest małżeństwem, a związek Skarżącej był konkubinatem. Nie jest ona zatem wdową po kombatancie. Sąd posługuje się tylko prostym rozumowaniem typu sylogistycznego, nie podejmując też żadnych prób interpretacyjnych, co do pojęcia konkubinatu, czy ocen aksjologicznych leżących 'w tle", ani też nie zastanawiając się nad kierunkiem ewolucji prawa między 1946 r. i datą orzekania. Jest to rozumowanie bardzo w kręgach prawniczych rozpowszechnione, nierzadko wręcz utożsamiane ze sztuką stosowania prawa i interpretacji, ułatwiające utrzymanie jednolitości orzecznictwa, cenione przez instancje kontrolne w wymiarze sprawiedliwości. 3. Odmienne stanowisko przyjęto w orzeczeniu V SA 1512/99, gdzie rozstrzygnięcie oparte było na bardziej złożonym rozumowaniu. Czas, gdy Skarżącej udzielono ślubu kościelnego przypada na okres pierwszych lat obowiązywania zasady, że pierwszych lat obowiązywania zasady, iż skutki prawne następują tylko w wypadku małżeństwa zawartego postaci świeckiej, jeszcze przed uchwaleniem kodeksu rodzinnego z 1950 r. i przed wprowadzeniem w 1958 r. zakazu udzielania ślubu religijnego przed zawarciem małżeństwa w urzędzie stanu cywilnego. Istnienie tego rodzaju chwiejności praktyki z pewnością nie wpływało na gruntowanie przekonania, iż tylko świecka postać zawarcia małżeństwa zapewnia pełnię skutków prawnych wiążącą się z zawarciem małżeństwa. Polskie prawo cechuje niechętny stosunek do konkubinatu, i równa niechęć do różnicowania zjawisk, które pod nim się kryją. Sąd natomiast wskazuje, iż pojęciem konkubinatu są objęte bardzo różne zjawiska faktyczne: od utrzymywania stałych stosunków seksualnych, które, jednak według intencji konkubentów mają pozostać w tajemnicy wobec innych aż do prowadzenia wspólnego gospodarstwa domowego, połączonego ze wspólnym zamieszkaniem. Szczególną postacią konkubinatu był ten, u którego źródeł leżało przekonanie /wprawdzie tylko subiektywne/ o dostateczności związku o sakramentalnym charakterze dla legalizacji ze społecznego punktu widzenia wspólnego pożycia. Tego rodzaju "konkubinat kwalifikowany" /"małżeństwo faktyczne"/, z punktu widzenia oceny moralnej, nie zawierał w świadomości społecznej tych wszystkich negatywnych konotacji, które wiązały się z niektórymi innymi postaciami konkubinatu. Sąd zatem wskazuje na konieczność różnicowania postaci konkubinatu z uwagi na ich ocenę czysto moralną występująca w społeczeństwie. Ustawodawca w prawie rodzinnym nie odnosi się w życzliwszy sposób do żadnej z postaci konkubinatu i nawet nie skorzystał także z okazji wprowadzenia do polskiego systemu prawa tzw. małżeństwa konkordatowego, aby w przepisach intertemporalnych dokonać konwersji kwalifikowanych konkubinatów, albo przynajmniej umożliwić taką konwersję konkubinatom wynikającym z zawartego związku wyznaniowego. Jednakże w innych działach prawa co do ochrony konkubentów jest już stanowisko jest już bardziej przychylne /prawo cywilne, prawo lokalowa, a nawet prawo karne/. Dotyczy to także sporadycznej ochrony w ramach przepisów o pomocy społecznej i ubezpieczenia społecznego. Orzecznictwo sądowe także nie jest tu jednolite. Polskie prawo w zakresie stosunku do konkubinatu, porównywane z innymi systemami prawnymi cechuje się znacznym rygoryzmem i wstrzemięźliwością udzielanej ochrony, i to nawet w zakresie konkubinatów heteroseksualnych /w niektórych ustawodawstwach także konkubinaty homoseksualne bywają objęte ochroną, np. w zakresie prawa do mieszkania czy świadczeń socjalnych/. Jest przy tym paradoksem, że ów negatywny stosunek, który można tłumaczyć tradycją i rygoryzmem poglądów moralnych, dotyka w niejako rykoszetowy sposób także związków czysto wyznaniowych, a więc tych, których nie dotyka moralne potępienie. Piśmiennictwo /S. Grzybowski, O rzeczywistej i rzekomej nowoczesności rozwiązań zastosowanych w polskim kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, w: Prace z prawa cywilnego, Ossolineum 1985, str. 284./ wielokrotnie wskazywało na anachroniczność poglądów podchodzących do zjawiska konkubinatu w sposób zuniformizowany, zwłaszcza w warunkach współczesnych, gdy formalnie zawarte małżeństwo nie ma już wyłącznego monopolu na przyznanie rodzinie statusu prawnego, gdy dąży się do akceptacji różnych modeli życia rodzinnego i wynikającej z niej wspólnoty /Wyrok SN z dnia 6 marca 1997 r., II UKN 141/97 - OSNAPU 1998 nr 2 poz. 61/. Europejska Konwencja Praw Człowieka chroniąc w art. 8 prywatność jednostki, obejmuje swoją ochroną życie rodzinne nie tylko ograniczone do związków przejawiających się w formalnie zawartym małżeństwie /Por. orzeczenia: Keegan v. Irlandii z 26 maja 1994 r., Kroon i in. v. Holandia 27 październik 1994 r./. To stwierdzenie byłoby wystarczające do rozwiązania problemu ochrony faktycznego małżeństwa /wynikającego z ze związku wyznaniowego/ przez bezprawna ingerencją państwa /ochrona negatywna/. Jednakże ponieważ na tle rozpatrywanych spraw chodzi o skonstruowanie pozytywnego uprawnienia, konkubiny będącej wdowa po osobie poślubionej wyłącznie wyznaniowo, niezbędne jest poszukiwanie dalszych argumentów przemawiającym za istnieniem uprawnień pozostałego przy życiu "kwalifikowanego konkubenta". W sprawie V SA 1512/99 sąd odwołuje do argumentu konstytucyjnego. Cywilna i wyznaniowa forma zawarcia małżeństwa są obecnie formami alternatywnymi. "W ujęciu tym wyraziła się aprobata dla subiektywnych przekonań osób, dla których małżeństwo wyznaniowe jest wyrazem ich wierzeń religijnych, aby z tym właśnie aktem /po spełnieniu dodatkowych przesłanek/ wiązać powstanie małżeństwa. Tym sposobem ustawodawca zrealizował postulaty osób wierzących dla których decydująca jest sakramentalna forma małżeństwa. Jednocześnie jednak ustawodawca był niekonsekwentny: nie zadbał o konfirmację związków wyznaniowych zawartych uprzednio, pozostawiając je z piętnem niechętnie widzianego konkubinatu. Skoro - co do zasady - obecnie można, po spełnieniu dodatkowych przesłanek, zawrzeć skutecznie małżeństwo religijne, to wyrazem sprzeniewierzenia się zasadzie "równości w prawach i powinnościach" "zarówno wierzących w Boga (...) jak i nie podzielających tej wiary" /Preambuła Konstytucji/ jest zepchnięcie do uniwersalnie ujętej grupy konkubinatów małżeństw zawartych wyłącznie w postaci wyznaniowej w okresie 1946-1997. Jest to szczególnie rażące w odniesieniu do związków takich, jak związek Skarżącej: zawarty świeżo po wprowadzeniu cywilnej postaci małżeństwa; w okresie, gdy brak było powinności uprzedniego zawarcia związku w laickiej postaci; na już zakończonym przez śmierć faktycznego małżonka przed momentem aksjologicznej i formalnej aprobaty dla związków wyznaniowych w prawie rodzinnym w wyniku wprowadzenia małżeństwa konkordatowego. Luka pozostawiona przez ustawodawcę w regulacji prawnej w zakresie konwalidacji sytuacji podobnego typu, przy okazji wprowadzenia do polskiego prawa małżeństwa konkordatowego decyduje - w przekonaniu składu orzekającego - o zasadności zarzutu dyskryminacji, jaki spotkał Skarżącą. Skarżąca pochodzi i mieszka na wsi. Ludność wiejska, z uwagi na charakter pracy i sposób zaspakajania potrzeb mieszkaniowych mniej miała okazji do przekonania się o ułomności prawnej swego małżeńskiego statusu. Obecnie, gdy sytuacja z uwagi na śmierć faktycznego małżonka jest nienaprawialna i zarazem w momencie, gdy ustawodawca związkom podobnym do tego, w jakim znajdowała się Skarżąca, dał szansę alternatywnej skuteczności, akceptując aksjologiczną postawę tych, dla których taki związek ma podstawowe znaczenie - Skarżąca pragnie skorzystać ze świadczenia przysługującego wdowie. Byłoby jaskrawą niesprawiedliwością, w przekonaniu składu orzekającego, aby /biorąc pod uwagę całokształt przedstawionych wyżej argumentów co do szczególnej sytuacji konkubinatów wynikających z zawarcia związku w postaci wyznaniowej/ odmówić Skarżącej skorzystania z uprawnień przewidzianych dla członków rodziny w ustawie o kombatantach. Jej sytuacja z punktu widzenia uprawnień wdowy po kombatancie powinna być zatem zrównana z sytuacją wdowy, o której mowa w art. 19 ust. 2a ustawy o kombatantach". NSA orzekający w sprawie V SA 1512/99 stosuje argumentację opartą na wnioskowaniu a completudine, podnosi argument niedopuszczalności traktowania kwalifikowanego konkubinatu wedle reguł odnoszących się do konkubinatów w ogóle, zwłaszcza na tle tendencji w prawie ubezpieczeń społecznych /arg. ab exemplo/ i pojawienie się w porządku prawnym /Konstytucja/ małżeństw konkordatowych których racja jest identyczna, jak w wypadków taktowanych jako konkubinaty kwalifikowane, co przy przyjęciu argumentacji a coherentia nakazuje sprzeciw wobec rozumowania ściśle formalnego przyjętego przez NSA w Poznaniu. 4. Rozumowania prawnicze rzadko prowadzą do wniosku niepodważalnego jak dowód matematyczny. Przedstawiane racje zmierzają raczej do przekonania albo do wykazania, argumentacja przeciwna jest arbitralne, niesłuszne lub niewłaściwe. Dlatego właśnie możliwe są /wbrew rozpowszechnionemu przekonaniu/ np. dwa odmienne rozstrzygnięcia danej sprawy - każde możliwe do obrony na tle obowiązującego porządku prawnego. "Żaden a priori ustanowiony system nie może wskazać sędziemu w konkretnym wypadku, z jakiej metody rozumowania ma korzystać, czy powinien zastosować ustawę w jej dosłownym brzmieniu, czy, przeciwnie, powinien jej zakres ograniczyć lub rozszerzyć /J. Esser, Vorverständnis und Methodenwahl in der Rechtsfindung, Frankfurt 1970, str. 7". Poszukując wyboru metody działania sędzia musi więc zastanowić się które z możliwych rozumowań doprowadzi go do bardziej przekonywającego, sprawiedliwego rezultatu. Samo odwołanie się do sylogizmu prawniczego, tego najbardziej "prototypicznego" sposobu rozstrzygnięcia kazusu. nie gwarantuje poprawności rozstrzygnięcia. "(...) Sprawiedliwe rozwiązanie sporu nie jest po prostu, jak chciał pozytywizm prawniczy, kwestią zgodności z prawem, to znaczy legalności. W istocie rzadko się zdarza, by był tylko jeden sposób rozumienia zgodności rozwiązania z prawem: to raczej uprzednio powzięte przekonanie o tym, co będzie rozwiązaniem sprawiedliwym rozsądnym, możliwym do przyjęcia, kieruje sędzią w poszukiwaniu zadawalającego prawnie uzasadnienia. W tym jednak wypadku uprzednio powzięta myśl o rozwiązaniu możliwym w danym środowisku do przyjęcia ze społecznego i moralnego punktu widzenia nie ma charakteru pozaprawnego, jakby tego chciała na przykład czysta teoria prawa starająca się wyłączyć z prawoznawstwa wszelkie oceny. Przeciwnie to właśnie oceny dotyczące adekwatnego charakteru decyzji kierują sędzią w poszukiwaniu tego, co w konkretnym wypadku jest słuszne i zgodne z prawem (...). Adekwatności nie określa się jednak według kryteriów subiektywnych, na wzór przewodniczącego Magnaud /Sędzia francuski, którego nazwisko stało się synonimem całkowitej dowolności orzekania, dyktowanego czystym subiektywizmem./, lecz w sposób intersubiektywny, przy uwzględnieniu zapatrywania środowiska, które powinno zaakceptować rozstrzygnięcie. W tym ujęciu rozumowanie prawnicze przestaje być prosta dedukcją sylogistyczną, której wniosek wiąże, nawet jeśli wydaje się nierozsądny; nie staje się zwykłym poszukiwaniem słusznego rozwiązania /ars aequi/, jakie dałoby się /lub nie/ osadzić w obowiązującym porządku prawnym. Nagle bowiem sędzia przestałby podlegać ustawodawcy, co przekreśliłoby tradycyjne rozróżnienie między sprawiedliwością de lege lata i sprawiedliwością de lege ferenda. Podejmowanym przez sędziego zadaniem jest więc poszukiwanie syntezy uwzględniającej jednocześnie wartość rozwiązania i jego zgodność z prawem (...). Jedynie przy uwzględnieniu tego podwójnego wymagania zmuszającego umysł do ciągłego przechodzenia od rzeczywistej sytuacji do stosowanego prawa można zrozumieć swoistość myśli prawniczej" /Ch. Perelman Logika prawnicza. Nowa retoryka Warszawa 1984, str. 124-124./ /podkr. E. Ł./. Komentowane dwa orzeczenia NSA w idealny sposób ilustrują zarysowane tu dwa odmienne podejścia do prawa: oparte na sylogistycznym rozumowaniu, sprowadzające zgodność z prawem do formalnego legalizmu i dyskursywne, wykorzystujące bogatszy i trudniejszy do zastosowania arsenał aprobowanych rozumowań prawniczych, zgodne z prawem w głębszym słowa znaczeniu, jako rozwiązanie nie tylko do przyjęcia, ale i sprawiedliwe, a zarazem utrzymane w granicach prawa. 5. Ciekawe, że oba orzeczenia pochodzą z NSA, a więc z sądu, który powołany jest do kontroli zgodności z prawem decyzji administracyjnych. Jednakowoż zgodność z prawem oznacza zgodność z systemem prawa /konstytucja, prawa człowieka i aksjologia przez nie reprezentowana/, a nie z tekstem konkretnego przepisu, i to zredukowanym do roli przesłanki większej układanego sylogizmu. W końcu nawet prawu karnemu znana jest instytucja zmiany rażąco niesprawiedliwego orzeczenia /art. 440 Kk/ niezależnie od możliwości wynikających z wadliwego zastosowania prawa, bo i tu nie ma znaku równości między rozstrzygnięciem formalnie zgodnym z prawem i rozstrzygnięciem sprawiedliwym. Kluczem do właściwego rozumienia legalizmu /i nie sprowadzania go do legalizmu typu biurokratycznego/ jest jednak samo pojęcie prawa. Kto ze studiów wyniósł wiedzę, że prawo jest urzeczywistnioną wolą klasy panującej, zabezpieczoną sankcją przymusu państwowego, dla tego prawo jest poleceniem kierowanym "do wszystkich": do adresatów i stosujących prawo, poleceniem wymagającym wierności tekstowi, czytanemu bezkontekstowo. Prawo jest tu czymś zewnętrznym i separowanym tak wobec adresata, jak i tego, kto nim operuje. Swobodę odczytania tekstu w tej koncepcji albo negowano /ze szkodą dla prawdy o rzeczywistości/, albo redukowano do niepożądanego wypadku przy pracy. Inną koncepcję prawa i stosunku interpretatora do tekstu rysuje hermeneutyczna wizja prawa. Ustawa jest tu tekstem wymagającym poznania, odczytania - właśnie z uwagi na kontekst. Ten proces z konieczności zakłada brak ścisłego rozgraniczenia między przedmiotem poznania i poznającym. Odczytujący tekst, stwarza też do pewnego stopnia sam przedmiot poznania. Prawo rzymskie z okresu recepcji, nie wiele ma wspólnego z prawem klasycznym, a Biblia albo Ewangelia po Lutrze nie są tym samym tekstem co przed nim. Hermeneutyczna teoria prawa sprzeciwia się redukcji prawa tylko do tekstu. Stosowanie prawa, a ściślej jego odczytanie, niezbędne do jego poznania i zastosowania - samo więc w sobie stwarza prawo i rozszerza jego pojęcie. Zgodność z prawem w tej koncepcji jest zjawiskiem bardziej złożonym. Dlatego nie uważam, aby orzeczenie V SA 1512/99 można było uznawać za nie odpowiadające tak rozumianemu prawu. Glosowane orzeczenie jest także zgodne - z tekstem prawa. Pierwsze rozstrzygnięcie jednak bardziej przekonuje swą dyskursywną argumentacją, prowadzoną w imię rozstrzygnięcia sprawiedliwego, niż drugie, charakteryzujące się formalistycznie ujętym sylogizmem wywiedzionym z tekstu. Rozumiem natomiast, że - tak jak to powiedziano w komentowanym orzeczeniu, można nie czuć się przekonanym koncepcją prawa i legalności zaprezentowanym w warszawskim orzeczeniu, podobnie jak glosator nie czuje się przekonany wizją prawa i rolą sądu prezentowaną w orzeczeniu komentowanym, a także trafnością /sprawiedliwością/ tego rozstrzygnięcia. |
||||